Posts filed under 'Dieta'
Zmianny
Oj, miesiąc mnie nie było
Ale lipa. No nic. Generalnie się troszkę dzieje. Zareklamowałbym mój nowy pomysł (choć trochę mi wstyd, bo to lipa może być): www.najtlajf.pl. Taki dziwny myk, że robię imprezowe fotki. Dajcie mi więcej czasu to to rozkręcę…
W ogóle wielki mi się szykuje powrót do fotografii, nadeszła fascynacja strobistami (www.strobist.com), nałogowe czytanie Zacka Ariasa (www.zarias.com) i różne próby. Błyskam, strzelam i takie tam.
I pięknie to wygląda (wyglądałoby), gdyby nie fakt, że brakuje czasu. Ale nic to. Zbliża się weekend, coś się może podzieje, a potem tylko szybko 4- (a może 3-dniowy) tydzien pracy i hop nad morze. Może…
A, zapomniałbym. Dieta prawie ukończona
Add comment Sierpień 6, 2008
Kolejny powrót
Witam.
Znowu chwilę nie patrzyłem i uciekły 2 tygodnie niepisania. Jeśli ktokolwiek jest ciekaw co się dzieje, to muszę tę osobę lekko zmartwić, bo właściwie niewiele.
Z przedwczoraj: Gotujemy! Pieczona papryka nadziana brokułami
Prosta sprawa, potrzebujemy papryki (kilka sztuk), jeden brokuł, szczypior, ser topiony i ostrą paprykę w torebce. Brokuła trzeba obgotować, wyjąć z wody, pokroić na drobne (ok. 1-2cm) kawałki. Tę drobnicę mieszamy z posiekanym szczypiorem i doprawiamy papryką ostrrrą.
Zwykłą paprykę robimy tak, że odcinamy górną część i drążymy – w ten sposób mamy elegancki, paprykowy pojemnik. Wbijamy mieszankę brokułową do papryki, na wierzch ser i zamykamy paprykowy pojemnik paprykowym wieczkiem. Do piekarnika 180st. 20 minut. I smacznego.
Z wczoraj: graliśmy znowu w czwórkach siatkarskich na ursynowie, troszkę wygraliśmy, troszkę łomotu zebraliśmy, a w efekcie zagramy w finale grupy E. Nie pytajcie mnie która to grupa w hierarchii rozgrywek
Znowu z wczoraj: kolosy się przekładają, prezentacje też, czyli pewnie będę miał przyszły tydzień wolny od uczelni
Z dziś rano: waga mi chyba się popsuła
Tyle niusów póki co, jak to się mówi u mnie na osiedlu, w taczu
Add comment Kwiecień 23, 2008
Wielki powrót
Kurczę. Ostatnio właściwie wszystkie moje posty wyglądają tak, że mnie długo nie ma, a potem coś piszę, jednocześnie odgrażając się, że dalej to już będzie regularnie i w ogóle. Tak to jakoś działa, że czasu brak, a i po całych dniach roboty/szkoły/czegokolwiek innego nieraz brakuje motywacji, żeby coś skrobnąć.
Tak więc, oto jest krótki raport z ostatnich dni. Nie działo się właściwie nic ciekawego, uczelnia zaczęła się dość litościwie, zabierając mi z tygodnia pracy jedynie półtora dnia, resztę tygodnia, jak łatwo można się domyśleć, spędzam w pracy. Poza tym delikatnie planujemy weselne przymiarki i, co nastąpi szybciej, wyjazd na urlop. Póki co nagrane są śnieżne szaleństwa w Kirchbergu in Tirol, czyli Austria. A potem zobaczymy. A i dieta… Powoli idzie… Bardzo powoli.
No i jeszcze wypada się pochwalić nowymi nabytkami. Udało mi się wczoraj do cudownego wzmacniacza NADa podłączyć kilka sprzętów. Tuż przed NADem znalazło się magiczne czarne pudełko

Tuż przed czarnym magicznym pudełkiem, biorąc pod uwagę tor audio, znalazł się niemalże kultowy system

A tenże system wbity jest w ramię takiego oto czegoś

I gra analogowa muzyka. Piknie
Add comment Luty 28, 2008
All Star Weekend
Czyli, jak to mówią, oglądanie spoconych murzynów w telewizji. Dziś zarywam drugą noc pod rząd… Nie moja wina, że tamci kolesie pocą się w innej strefie czasowej.
Zaraz przyjdą ludzie, z których co najmniej jeden pasjonuje się koszykówką w wydaniu amerykańskim tak jak ja, więc nie będę się czuł wyalieniowany. Póki co popijam sobie czerwone wytrawne i słucham Jamiroquai. A do transmisji zostało 47 minut…
Hmm, w ogóle to strasznie śmiesznie się dzieje. W robocie znowu sporo ruchu, bo nagle wynikło kilka pilnych zadań, uczelnia odpuściła, ale jak ją znam to tylko chwilowe zjawisko, a w obozie rodziców trwa gorączkowe kombinowanie… Dlaczego kombinowanie, spytacie zapewne. Otóż na któryś z późnoletnich miesięcy przyszłego roku jest koncept, cobym stracił kawalerski status. Więc rodzice w panice, a przygotowania się niebawem rozpoczną.
Dziś z Asią byliśmy na filmie. ‘Lejdis’ się to arcydzieło nazywało, a ja stwierdziłem, że opłaca się chodzić do kina z nastawieniem, że film, na który ma się bilety to będzie gniot i lipa. Tak właśnie dziś myślałem, a tu proszę, może nieco wstyd przyznać, ale film mnie dość mocno rozbawił. Jak ktoś chce się pośmiać, to polecam (tylko uwaga na wulgaryzmy i alkohol).
Dietowo jest ok, bo waga nie rośnie, a nawet wręcz odwrotnie, aczkolwiek powoli. Czyli sukces. W mocnym postanowieniu i ryzach trwam ciągle, czekając aż ziszczą się marzenia i waga pokaże 75kg.
I to tyle, tytułem nadrabiania blogowych zaległości. Bawcie się dobrze, bo jeszcze weekend, a monopole ciągle otwarte. Odezwę się niebawem. Być może.
Add comment Luty 17, 2008
Ogólnie to fajnie jest
Hm. Sesja dobiegła końca. Udało się zwyciężyć ze wszystkimi przedmiotami (nawet z KODĄ!). Brakuje trzech przedmiotów i będzie absolutorium i wtedy już tylko obrona. Czyli uczelnia git.
Dieta powoli idzie, zdarzają się wpadki dietetyczne, ale ogólnie dobrze to wygląda. Wagi powoli spada i forma wraca.
Na nic nie miałem czasu ostatnio, więc blog nieco pokrył się kurzem, ale nadrabiamy. I tak moje zaległości blogowe to pikuś w porównaniu z innymi
I tyle. Jak coś się wydarzy – dam znać. Póki co można paść na pysk.
Add comment Luty 11, 2008
Dieta – przypomnienie
Heh, żeby nie było, że wymiękłem. Ciągle jestem na tej super diecie. Właśnie się kończy dzień dwunasty, czyli zostały dwa dni do drugiej fazy i jedzenia marchewek. Przyzwyczaiłem się do tego żarcia dietowego, do dietowych pór jedzenia i w ogóle do tego reżimu. Ze dwa razy może lekko zgrzeszyłem, bo w zamówionej sałatce był ser pleśniowy, ale to nie jest raczej występek specjalnie dużego kalibru
.
Ogólnie rzecz biorąc wczoraj wskoczyłem pierwszy raz od początku diety na wagę i ujrzałem… No właśnie… 82.5. Czyli jakieś 7 kg mniej niż na początku. Fajnie. A dni lecą, kg też… W drugiej fazie diety zwolnię trochę z odchudzaniem, bo taki jest dokładnie koncept tej diety. W dwa tygodnie szok, a potem stopniowo dochodzę do ustalonej wagi. Jeszcze trochę i będzie ok. Czyli dalej trzymajcie kciuki (o ile ktokolwiek to czyta
)…
BTW: dziś się dowiedziałem, że mogę być emo, bo piszę bloga. Szczęśliwie, w odróżnieniu od typowego emo, wiem, że żyły trzeba ciąć wzdłuż a nie w poprzek, nie noszę czarnej grzywy na pół twarzy i nie jestem w depresyjnym nastroju przez cały czas. Chyba jest dla mnie jeszcze nadzieja
. Więcej o subkulturze emo jest pod adresem ujeb.pl/emoludzie.
Add comment Styczeń 27, 2008
Dieta – dzień czwarty
Lekkie załamanie formy miałem ale to nic.
śniadanko:
light twarożek z pomidorem
drugie śniadanko:
śledzik w occie
obiad:
zupełnie nieudana zapiekanka z brokułó, bleee
kolacja:
zielona herbata i szprotka w pomidorach
i w międzyczasie o kilka za dużo migdałów :/
Add comment Styczeń 20, 2008
Dieta – dzień trzeci
Hmm, kolejny dzień poszedł:
śniadanko:
omlet z pomidorem
drugie śniadanko:
kanapeczka, bez chleba, ale z pastą jajeczną
obiad:
gyros z kurczaka z papryką, pomidorem i pieczarkami – z wczoraj
kolacja:
zielona herbata i ogórek konserwowy
Add comment Styczeń 19, 2008
Dieta – dzień drugi
Hehe, przynajmniej mam motywację, żeby codziennie pisać coś na blogu…
Właśnie mija dzień drugi mojej super katorżniczej diety. I, kurczę, odkryłem, że wcale nie jest ona taka katorżnicza, jak sądziłem na początku. Dziś poleciało:
śniadanko:
twarożek lekki z połówką… pomidora
drugie śniadanko:
kanapeczka, bez chleba, ale z pastą jajeczną
przekąska:
j.w.
obiad:
gyros z kurczaka z papryką, pomidorem i pieczarkami – yeeeah!
kolacja:
dwa małe ogórki konserwowe i zielona herbata
I żyję! Zupełnie nie czuję ograniczeń diety, jem smacznie i w ogóle spoko. Ciekawe co będzie dalej, bo zostało już tylko 12 dni i wkroczę w drugą fazę diety. Wprowadzę do jadłospisu marchew i owoce. Cool.
Add comment Styczeń 17, 2008
Dieta ‘South Beach’ – start!
16. stycznie, środa, zaczynam pierwszą fazę diety ‘plaż południowych’. Daleka droga przede mną, bo pierwsza faza trwa dwa tygodnie i nie można nic.
Dziś zjadłem na śniadanie kanapkę z kapustą pekińską zamiast chleba, takie same kanapki będę miał w pracy. Na obiad lekka sałatka, a w międzyczasie mam prawo do dwóch szklanek zielonej słabej herbaty i 29 orzeszków ziemnych (bo jeden już zjadłem). Kurs wymiany: 2 orzeszki ziemne = 1 orzech nerkowca. Hmm, kuszące…
Ciężki czas przede mną, ale dam radę… Trzymajcie kciuki.
Więcej o katordze, na którą się zdecydowałem poczytacie na stronie southbeach.c10.pl i na forum dietasouthbeach.net.

Add comment Styczeń 16, 2008




